en

food news

radios

Jadłonomia

Postępowy sos pomidorowy


Jak zrobić naprawdę przepyszny, uzależniający sos pomidorowy? Dyskusja na ten temat jest przynajmniej tak stara, jak książki kucharskie. Niektóre przepisy są konserwatywne w metodzie, ale liberalnie podchodzą do składników – proponują kilkanaście godzin gotowania, ale dopuszczają dodatek cynamonu lub ajvaru dla podbicia smaku. Inne są tradycjonalistyczne pod każdym względem – najważniejsze jest zachowanie dziedzictwa kulinarnego, tylko ręczne przecieranie, tylko kobieta mieszający w garnku i kilka dni gotowania na wolnym ogniu. Jeszcze inne tylko udają progresywne, a tak naprawdę są bardzo zachowawcze. Za to poniższy przepis wykorzystuje współczesną wiedzę o smakach, pamięć o tradycjach oraz tanie składniki, po to, aby każdy mógł w pół godziny zrobić pyszny, bogaty, szczypiący w język od stężenia piątego smaku sos pomidorowy.

  • baza: tradycyjnie włoskie sosy pomidorowe dzieliło się na te południowe oparte na czosnku i / lub chili, kaparach, oliwkach; oraz na północne, oparte na podsmażonej cebuli, marchewce i selerze. Te pierwsze wydają się być bardziej ekscytujące w smaku, ale drugie bogatsze. Poniższy przepis łączy obydwie szkoły, bo sos najpierw jest aromatyzowany czosnkiem, a następnie gotowany z marchewką i cebulą. Marchew dodaje potrzebnej słodyczy, a cebula dodatkowego umami.
  • czosnek w całości: dzięki tej technice czosnek można zrumienić naprawdę porządnie, a oliwa nabiera wspaniałego, karmelowego, chropowatego i długiego aromatu czosnku. Jest przyjemnie wyczuwalny, ale nie dominuje sosu.
  • pomidory koktajlowe: dodają słodyczy, ale też smaku letnich pomidorów. To za sprawą skórek oraz nasionek, które mają najwięcej pomidorowego smaku.
  • sos sojowy: dużo postępowych sosów pomidorowych korzysta z jakiejś umamicznej wkładki. Pokruszone glony, plasterek kombu, puder z suszonych grzybów, sos rybny, miso lub marmite – wszystkie obiecują tą samą, wyjątkową przyjemność. Ja lubię sos sojowy bo jest łatwo dostępny, tani i nieprzegadany. Kosztuje kilka złotych, nie trzeba zmawiać go z internetu, a dodaje dużo umami i nie zostawia innych zbędnych posmaków.
  • light my fire: sos pomidorowy nabiera odpowiedniego smaku po minimum 20 minutach. Ale żeby tak było warto pozwolić mu intensywnie bulgotać i utrzymywać przynajmniej średni ogień. Na minimalnym może zająć to nawet godzinę.
translate | 13 Jan 2021 | 5:37 pm

Tofuryba świąteczna


Najczęściej wyrażanym w tym roku życzeniem była nowa wersja seleryby. Zgłaszaliście, że jest duża potrzeba, aby na stole postawić coś obok ryby – co będzie roślinne, a przypominające tradycyjnego smażonego karpia. Dodatkowo pisaliście, że przydałoby się coś białkowego, co zbilansuje ucztę z pierogów, uszek i kapusty. No i jest, domykająca cykl tegorocznych przepisów z tofu – delikatna tofuryba, o wykwintnym, rybnym aromacie.

W internecie jest mnóstwo świetnych przepisów na tofu rybę. Poniżej w punktach wyjaśniam, co jest istotne w tym przepisie:

  • osmoza: moja nauczycielka od chemii padnie, jak zobaczy, że piszę o osmozie. Ale jednak muszę, bo pomaga to wyjaśnić jak przekazywać smak do wnętrza tofu. Europejskie intuicje (wynikające z naszych doświadczeń z mięsem) podpowiadają, aby tofu marynować w tłuszczu, sosie sojowym i przyprawach. Tak jak pisałam w tym wpisie nie jest to najefektywniejsza metoda – dużo więcej smaku dodamy tofu obtaczając je w kleistym, wyraźnym sosie z zewnątrz, niż jesteśmy w stanie wtłoczyć do środka. Ale jeśli zależy nam na tofurybie, podobnej do świątecznej polskiej smażonej ryby bez sosu, to  najlepszą robotę zrobi marynowanie lub gotowanie. Dzieje się tak właśnie za sprawą osmozy, czyli zjawiska wyrównywania stężenia rozpuszczalników po dwóch stronach półprzepuszczalnej membrany. Prościej: smaczny płyn wpływa do wnętrza tofu i tofu smakuje lepiej. Tłuszcz nie wpływa do wnętrza tofu.
  • zadanie na szóstkę: jeśli chcecie na własne oczy sprawdzić opisany wyżej mechanizm to można tofu zanurzyć w zakwasie buraczanym lub innej kolorowej zalewie. Do jednej możecie dodać tłuszcz, do drugiej nie i porównać smak oraz przede wszystkim przekrój tofu – będzie dokładnie widać, ile różowej zalewy wniknęło do wnętrza sojowego serka.
  • marynowanie vs gotowanie: żeby osiągnąć opisany wyżej efekt tofu można zanurzyć w wodnej marynacie (najlepiej na 12 lub idealnie na 24 / 36 godzin) albo obgotować w odpowiednio przyprawionym bulionie. Ciekawostką jest, że marynowanie tofu w ogóle nie jest znane w Azji Wschodniej, skąd tofu pochodzi, za to często się je obgotowuje w osolonej wodzie – to szybszy sposób i nie trzeba nic planować . Ale jeśli lubicie planować gotowanie dzień wcześniej to możecie korzystać z nich wymiennie.
  • przyprawienie wywaru: w zależności od zamierzonego smaku bulion można przyprawiać różnymi dodatkami. Podstawą będzie pewnie jedno lub kilka źródeł smaku umami, a do tego zioła lub przyprawy korzenne. W tym przepisie chodzi o tradycyjne, rybne, świąteczne skojarzenie, więc tofu gotowane jest w:
    • bulionie warzywnym: daje smak obiadu i trochę umami.
    • sosie sojowym: to wiadomo, daje dużo smaku umami.
    • dużej ilości posiekanej cebuli: tanie i mało popularne źródło smaku umami.
    • wodorosty nori lub inne: to znowu oczywiste, dają rybny aromat.
    • ziele angielskie, liście laurowe i wreszcie moja ulubiona tutaj gorczyca: budują rybne skojarzenie.
  • owijanie nori i panierowanie: patent na owijanie tofu kawałkiem nori na pewno znacie. Owinięte wodorostem tofu jest następnie panierowane w mące pszennej i ziemniaczanej, która ostatnio jest na fali za sprawą tofu zż. Sama mąka ziemniaczana sprawdza się trochę gorzej, bo wychodzi za sucha, krusząca się i łuszcząca.
  • glon over panierka: czy kolejność nakładania nori na panierkę ma znacznie? Testy pokazały, że jest delikatna różnica na korzyść takiego rozwiązania. Nori smażone pod panierką ma subtelny i płaski smak; a położone na panierce ma zaczepny, wyrazisty smak wodnego czipsa.
translate | 16 Dec 2020 | 4:28 pm

Tofu w sosie śliwkowym


To ciąg dalszy przepisy na tofu zż, który chyba spróbowało zrobić całkiem dużo osób. Poniższy przepis wykorzystuje identyczną technikę, ale zamiast tofu obklejać sosem o chińskiej proweniencji i podawać z ryżem, szczypiorkiem czy sezamem, pokrywa je sosem przywodzącym na myśl świąteczną pieczeń. Czuć lekką słodycz śliwkowych powideł, przeplataną wyraźnie cząbrem, majerankiem, tartym czosnkiem i musztardą. Można postawić półmisek z tak przygotowanym tofu obok uroczystej pieczeni i podawać z tymi samymi dodatkami – oczywiście, zgodnie ze staropolską tradycją, lepiej nie mówić na początek, że to tofu.

Jeśli nie robiliście jeszcze oryginalnego przepisu na tofu zmieniające życie, przeczytajcie wstęp z techniką z tego przepisu. Jeśli przerobiliście w ten sposób już niejedną kostkę tofu to po prostu jedźcie dalej, wiecie co robić – szykować składniki z podwójnej porcji i odpalać kuchenkę.

translate | 9 Dec 2020 | 6:48 pm

Tofu zmieniające życie


No dobra, czas wziąć się na poważnie za temat tofu. Wiele osób wciąż uważa, że nie może dobrze smakować; a jeszcze więcej ma przeczucie, że może być pyszne, ale nie wie jak to osiągnąć. Dlatego przygotowałam przepis, a właściwie technikę i poradnik, jak wykorzystując doświadczenie kuchni chińskiej i koreańskiej błyskawicznie przygotować tofu, które przekona do siebie wszystkich tofu sceptyków. Dlatego, że jest pełne intensywnego, świdrującego podniebienie smaku umami, rozkosznie słodkawe i przyjemnie chrupkie oraz mięsiste.

  • metody przekazywania smaku: najpopularniejszą europejską intuicją w kontakcie z bezsmakowym tofu jest marynata, która ma wtłoczyć smak do wnętrza sojowego serka. Tymczasem kuchnie korzystające z dorobku kuchni chińskiej, czyli w mniejszym lub większym stopniu na przykład kuchnia koreańska, birmańska czy singapurska, rozwiązują ten temat zupełnie na odwrót – zamiast wtłoczyć smak do wnętrza tofu, tofu smakiem od zewnątrz, otaczając je prostą panierką, która następnie nasącza się dowolnym sosem. Jest to pomysł o tyle dobry, że wyjątkowo szybki (tofu nie musi leżakować w marynacie), efektywniejszy (tofu ma więcej smaku) i dodający tofu nie tylko smaku, ale też widowiskowej struktury. Niektórzy porównują ją do… skórki kurczaka, bo zarówno lekko chrupie, jak i lekko się ciągnie.
  • skrobia ziemniaczana: tofu można obtoczyć w dowolnej mące, ale najlepsze są mąki z wysoką zawartością skrobi, która zastyga w przyjemną, delikatną jak śnieg, panierkę. W różnych regionach Azji używa się do tego albo mąki ze słodkich ziemniaków, albo częściej, popularnej mąki ziemniaczanej. Tej samej, która można kupić w każdym polskim sklepie (chciałoby się aż dodać, że Polak Chińczyk dwa bratanki).
  • smażenie: pierwszym etapem przygotowywania tofu w ten sposób jest usmażenie go na złoto w dużej ilości oleju. Spokojnie, tofu wcale nie będzie tłuste, bo panierka z mąki ziemniaczanej wchłania minimalną ilość oleju – z poważnych testów przeprowadzonych przeze mnie przy pomocy pożyczonej wagi jubilerskiej wynika, że dwie kostki tofu z całej patelni oleju wchłaniają około 10 – 15 g oleju. Czyli bardzo, bardzo mało, zwłaszcza, że tofu praktycznie nie zawiera tłuszczu. Jak zobaczycie w trakcie smażenia, mąka ziemniaczana rumieni się inaczej niż bułka tarta lub mąka pszenna, wolniej wysycha i nie robi się tak intensywnie złota, raczej tylko nabiera ciepłego odcienia.
  • zalewanie sosem: usmażone tofu zalewa się przygotowanym sosem, doprowadza go do wrzenia i obserwuje, jak sos pracuje na dwa etaty: jednocześnie odparowuje i gęstnieje w kontakcie ze skrobią obklejając kostki tofu. Jeśli chcecie możecie dolać do garnka więcej wody i wtedy otrzymacie tofu w sosie – jest dobre do ryżu, można o nim myśleć trochę jak o curry – albo możecie pozostać przy takiej ilości wody i otrzymacie bardziej suche, bliższe kuchni koreańskiej tofu, lepsze do lunchboxa albo spring rollsów. W poniższym przepisie jest najprostszy sos, z sosu sojowego i czegoś słodkiego, ale można kombinować z różnymi sosami na bazie papryki gochugaru, pieprzu syczuańskiego, zalewy po kimchi, świeżej kurkumy lub wina.
  • the day after: naprawdę postarajcie się nie zjeść wszystkiego naraz i zobaczcie, jak świetnie smakuje tak przygotowane tofu dzień później, prosto z lodówki. Nawet tym, którzy do tej pory lubili powtarzać żart "Tofu? TO JEST FU".
translate | 15 Oct 2020 | 12:04 am

Szybka meksykańska kukurydza


Sezon na kukurydzę, choć krótki, zachęca nas do spojrzenia na przepisy z regionów, gdzie kukurydza jest smacznym składnikiem codziennego jadłospisu. Taką podróż palcem po mapie dobrze zacząć oczywiście od Meksyku (thank you, captain obvious!).

Najpopularniejszą kukurydzianą sałatką w Meksyku jest chyba esquites, czyli mieszanka grillowanej kukurydzy, majonezu, czosnku, kolendry, limonki i ostrych papryczek. Sprzedaje się ją w papierowych kubkach, jest tłusta, pachnąca i pełna mocnych, świdrujących podniebienie smaków. Często wymaga popicia dużą ilością zimnego piwa, co nie zawsze zmywa posmak czosnku, ale jest bardzo przyjemne. Może i równie powszechna jest kukurydziana salsa, czyli ni to sałatka, ni to sosik podawany z głównymi daniami. Jest dużo lżejsza, bardziej chrupiąca i bogatsza w zioła i limonkę niż esquites. 

Poniższy kukurydza z patelni to szybkie połączenie tych dwóch przepisów. Można jeść ją łyżkami jak uliczne esquites, ale jest równie aromatyczna i lekka jak salsa. Spoiler alert: dobrze smakuje zarówno na ciepło, jak i na zimno następnego dnia.

 

translate | 2 Oct 2020 | 1:33 pm

Briam, greckie pieczone warzywa


Gdyby istniał Uniwersytet Kuchni Roślinnej, a na nim Instytut Leczoznawstwa, to musiałaby się tam znaleźć Katedra Ratatouille i Briamu. Na tej katedrze studenci i studentki studiowaliby konteksty kulturowe oraz technikę, która sprawia, że te dwie potrawy są zupełnie inne niż cała reszta letnich potrawek. Studenci z innych instytutów czasem by się z nich śmiali, docinając, że briam to greckie leczo i że pisał o tym już  Gáspár Miklós Tamás, ale adepci niszowej katedry nic by sobie z tego nie robili, bo wiedzieliby, że mają rację i że to z zazdrości.

Zanim jednak taka uczelnia powstanie musimy radzić sobie inaczej. Dlatego poniżej wyjaśniam, dlaczego briam jest tak prostym daniem i jak to możliwe, że zwykłe warzywa z solą i pieprzem mogą tak świetnie smakować.

  • gotowanie na parze: chociaż pokrojone warzywa lądują piekarniku, to tak naprawdę to co dzieje się w przykrytym naczyniu bliższe jest procesowi gotowania na parze, niż pieczenia. Do briamu używa się dość wodnistych warzyw – cukinii oraz bakłażana – a dodatkowo podlewa wszystko odrobiną wody, żeby ugotowały się w niej leżące na dnie naczynia ziemniaki. Dość szybko woda, zarówno ta z dna naczynia, jak i z wnętrza warzyw, zaczyna się gotować i parować, dzięki czemu przygotowane w ten sposób warzywa smakują wyjątkowo – każde ma swój własny, intensywny smak. Nie jak w przypadku leczo, gdzie warzywa duszą się ze sobą, a ich smaki łączą, a właśnie jak w ratatouille, w którym czuć smaki każdego z warzyw z osobna.
  • pieczenie: pod koniec procesu naczynie się odkrywa, dzięki czemu nadmiar wody ucieka, a warzywa się karmelizują – ich smak się koncentruje a słodycz wyostrza. W ten sposób piecze się je krótko, dzięki czemu mają szansę być jednocześnie lekko zarumienione, ale wciąż w całości i, mówiąc wprost, nie rozciapane.
  • różne struktury & różne smaki: genialność briamu polega też na połączeniu miękkich, ale zwartych plastrów ziemniaków, z delikatnymi, wodnistymi bakłażanami i cukinią. I podobnie jest ze smakami zamkniętymi w naczyniu – bakłażany dają sporą dawkę umami, pomidory kwaskowość, cukinie słodycz, a oliwa z oliwek lekką goryczkę. Czyli bingo, mamy wszystkie smaki w jednej potrawie. Właśnie dlatego warzywa doprawia się jedynie solą i pieprzem, nie korzystając z korzennych przypraw ani ziół – żeby móc poczuć, ile smaków i aromatów mają odpowiednio przyrządzone letnie warzywa.
translate | 20 Sep 2020 | 6:55 pm

Leczo z kurkami


Nie sztuką jest opracować dobry przepis na leczo, za to przydatne wydaje się wyjaśnienie, jak zrobić bardzo dobre leczo w każdych warunkach, z różnych warzyw i składników. Dzięki temu każdy będzie mógł, nie musząc zaglądać na Jadłonomię, zrobić takie roślinne leczo, że będzie najsmaczniejszą reklamą wegańskiej kuchni. Dlatego poniżej receptura na pełne smaku leczo z jędrnymi kurkami oraz poradniczek leczologiczny.

  • spora ilość tłuszczu: intensywny smak mięsnego leczo wynika z dużej ilości smalcu oraz tłustych mięs, użytych do gulaszyku. Dlatego w wersji roślinnej należy dodać 3 – 4 łyżek oleju – to pozwoli nie tylko wydobyć z warzyw smak i aromat dzięki karmelizacji, ale też umożliwi doprawienie ich dużą ilością sproszkowanej papryki. O tym więcej w kolejnym punkcie.
  • jeszcze więcej sproszkowanej papryki: leczo doprawia się hojnie papryką, łącznie są to prawie dwie łyżki (łyżki, nie łyżeczki) różnych rodzajów papryki. Daje to pyszny efekt, bo sos, w którym pływają warzywa jest lekko pikantny, lekko wędzony i wyraźnie paprykowy. Jednak żeby można było użyć tak dużo sproszkowanej papryki potrzebna jest spora ilość tłuszczu, bo bez niego przyprawy zaczną się przypalać.
  • rodzaj papryk: ale oprócz sproszkowanych przypraw do leczo lubimy dorzucić świeżą paprykę, a jej rodzaj ma ogromne znaczenie. Te popularne, typowe papryki znane ze sklepów mają gruby miąższ i dość grubą skórę – są dobre na surowo, albo w ajwarze, gdzie skórę się opala i zdejmuje. Natomiast dorzucone do leczo wymagają długiego duszenia, żeby zmiękły, co wydłuża czas gotowania i sprawia, że w garnku mogą pływać małe, zrolowane skórki. Można uniknąć obydwu przypadłości używając długich papryk, papryki białej, zwanej igołomską, lub czerwonej, zwanej czasem Ramiro.
  • koncentrat pomidorowy: opcjonalny, ale sprytny dodatek. Przesmażona z przyprawami łyżka koncentratu dodaje umamiczności i słodyczy, zmienia się w umamiczną, mahoniową pastę. Więcej piszę o tym w Jadłonomii po polsku.
translate | 31 Jul 2020 | 5:22 pm

Bób z tofu po koreańsku


Ile można jeść fulu, hummusu z bobu albo po prostu bobu z solą. Jak wiadomo bardzo dużo, ale żeby skorzystać z lata i zjeść jeszcze więcej bobu przygotowałam przepis na lekko pikantny, czosnkowy, umamiczny bób z tofu po koreańsku. Spoiler alert: wystarczy na kilka letnich kolacji, jest pyszny zarówno na ciepło, jak i na zimno.

Na co warto zwrócić uwagę:

  • hartowanie bobu: jeśli chcielibyście zachować piękny, jasnozielony kolor bobu to naszykujcie miskę pełną wody z kostkami lodu. Wrzucając do niej ugotowany bób zahartujecie go i zatrzymacie jasny odcień ziarenek. W ten sposób możecie ugotować od razu 1 kilogram bobu i połowę zużyć do sałatki lub hummusu, a resztę do poniższego przepisu. Bób można przygotwać nawet dwa dni wcześniej.
  • papryka gochugaru: to ta sama, której używa się do kimchi. Jeśli jej nie macie możecie użyć mieszanki papryki słodkiej, ostrej i wędzonej i wtedy zamiast dodawać ją do wody, dodać ją do cebulki i krótko przesmażyć. To pomoże wydobyć łagodny, głęboki aromat.
  • struktura tofu: wyjątkowo przyjemne jest połączenie mocno podsmażonego, chrupiącego na zewnątrz tofu, z mączystym, miękkim bobem. I właśnie dlatego warto tofu najpierw odsączyć dociskając papierowym ręcznikiem, a potem włożyć na patelnię i zostawić w spokoju, nie mieszając go za często lub wcale. Dzięki temu będzie złote, zwarte i chrupiące.
  • proporcja sosiku: to danie jest najpyszniejsze kiedy jest wilgotne, luźne i lekkie – odpowiednią ilość oraz konsystencję sosu widać na pierwszym zdjęciu. Powinien być lekko tłusty oraz odrobinę płynny, ważna jest zarówno spora ilość oleju, jak i wody. Uprzedzając pytanie o tłustość wyjaśnię, że olej jest naprawdę ważny bo w mięsnych koreańskich daniach używane są tłuste mięsa, a w potrawach z tofu właśnie chlust oleju. Dodatkowo inspiracją dla tego przepisu są chińskie i koreańskie przepisy na bób w oleju chili, w których bób pływa wyłącznie w oleju. W poniższym przepisie i tak kilkukrotnie zmniejszyłam ilość oleju, więc dobrze poprzestać na tym kompromisie. To ważne, bo jeśli drastycznie zmniejszy się ilość oleju, danie będzie zbyt wodniste, a bób oraz tofu się rozgotują.
translate | 15 Jul 2020 | 2:26 pm

Puszyste ciasto z truskawkami


Zaczęło się polskie lato, czyli krótki czas, kiedy każdy ściga się sam ze sobą na to, ile zje truskawek, czereśni i innych owoców. A żeby mieć szanse w tych zawodach przyda się przepis na proste ciasto z owocami – takie, które robi się w kwadrans, najprostszą techniką i zawsze się udaje.

Przepisów na wegańskie, jasne ciasta przypominające biszkopt było na blogu już kilka, ale to odróżnia się od pozostałych lepszą, bardziej puchatą konsystencją. Jest lżejsze, mniej gąbczaste, to takie delikatne ciasto puszek, dobre do letnich owoców. Dlatego poniżej wyjaśnię, na co warto zwrócić uwagę i czego nie pomijać:

  • aquafaba: to ona odpowiada za przyjemną, lekką konsystencję tego ciasta. To po prostu woda z puszki lub słoika ciecierzycy, więcej można o niej poczytać tutaj. Biszkopty oparte wyłącznie na mleku roślinnym i oleju są trochę cięższe, dodatek wody z gotowania lub puszki ciecierzycy sprawia, że wnętrze jest bardziej puszyste i miękkie, a skórka przyjemnie sprężysta i rumiana. To szczególnie przyjemna różnica, kiedy szukamy ciasta do letnich, delikatnych owoców. Aquafaby nie trzeba jej ubijać, wystarczy wlać ją do ciasta.
  • ocet: pomaga ciastu wyrosnąć i spulchnia jego miąższ, a dodany do sojowego mleka ścina je w roślinną maślankę. Nada się każdy ocet poza balsamicznym, ja najczęściej używam jabłkowego.
  • mleko roślinne: najlepszym mlekiem roślinnym jest sojowe, które widocznie się ścina pod wpływem octu i poprawia pulchność ciasta. Inne mleka, na przykład owsiane, nie ścinają się widocznie, ale wciąż działają tak samo. Ciasto się na nim udaje, chociaż odrobinę słabiej wyrasta.
  • krótkie mieszanie: to, co wszyscy lubimy najbardziej. Wystarczy krótko wymieszać składniki, tylko do momentu, aż się połączą i znikną smugi mąki. Pojedyncze grudki nie są problemem, za to za długie mieszanie już tak, bo może sprawić, że ciasto będzie gliniaste
  • rozmieszczenie owoców: i na koniec pozwolę sobie na poradę dla niektórych oczywistą – za co przepraszam stare wygi – ale pomocną dla początkujących. Zamiast wrzucać całe połówki truskawek symetrycznie, lepiej jest owoce pokroić drobniej i losowo je rozsypać. Robi to ogromną różnicę, bo owoców jest więcej, ciasto lepiej rośnie i nie pęka na wierzchu.
translate | 30 Jun 2020 | 5:02 pm

Jadłonomia po polsku!


Cześć,

od dzisiaj w każdej księgarni można znaleźć Jadłonomię po polsku – moją nową książkę kucharską poświęconą prostym i tanim przepisom o tradycyjnym smaku. Mam nadzieję, że książka się Wam spodoba, jest w niej 120 zupełnie nowych przepisów, mnóstwo porad oraz rozdział poświęcony ważnym podstawom, takim jak gotowanie sypkiej kaszy, smażenie obłędnych boczniaków oraz redukowanie aquafaby. Wyjaśniłam w niej, jakie przyprawy dodać do kaszy aby była pyszna, jak z wody po gotowaniu fasoli zrobić rosół i dlaczego do ryżu warto dawać dużo mniej wody.

Cieszę się z tego dnia i marzę o tym, że dzięki tej książce kolejne osoby poczują, że roślinna kuchnia po polsku jest po prostu super.

Książkę można zamówić na przykład tutaj.

 

Post-Instagram_hura

translate | 3 Jun 2020 | 9:37 am
website no use cookies, no spying, no tracking
to use the website, we check:
country: US · city: Ashburn · ip: 3.239.51.78
device: computer · browser: CCBot 2 · platform:
counter: 1 · online:
created and powered by:
RobiYogi.com - Professional Responsive Websites
00:00
00:00
close
 please wait loading data...